Królewski podany po królewsku

Obiad przyrządzi każdy. Właściwie bieg zorganizować może również prawie każdy, przy odrobinie chęci. Jednak istotny jest sposób podania i otoczka. Mój „biegowy obiad” podany był w ekskluzywnej restauracji, a dania przyrządzał najlepszy kucharz. Smakowało, oj smakowało!

Naszą tradycją po skończonych zawodach w których licznie bierzemy udział jest napisanie krótkiej relacji z tego wydarzenia. Tym razem ten zaszczyt przypadł mnie w udziale, jako że bieg w półmaratonie był moim pierwszym na tym dystansie.

„Jak nie dobiegnę, to dojdę”

Myśl żeby wziąć udział w tym biegu zakiełkowała w mojej głowie już w marcu po półmaratonie Marzanny.  Widząc radość, a zarazem zmęczenie na twarzach biegaczy kończących ten bieg, pomyślałem sobie: „może i ja spróbuję swoich sił na tym dystansie”. W lipcu zapisałem się, opłaciłem udział i zacząłem przygotowania do startu. Czas biegnie szybko i ani się obejrzałem, gdy tydzień przed startem poczułem lekkie zdenerwowanie i powracającą co chwilę myśl, czy dam radę, czy aby nie przeceniłem swoich sił, bo nigdy nie biegałem długich dystansów. Ale klamka zapadła i postanowiłem podjąć to wyzwanie – jak nie dobiegnę, to dojdę, ale muszę ukończyć półmaraton. Założyłem sobie nawet, że będę go w stanie skończyć z wynikiem 2 godzin i 30 minut.

Meta przed startem…

Niedziela 16 października powitała nas siąpiącym deszczem i chłodem (tylko 6 stopni). Wyjechaliśmy z Dobczyc o 9:30, jechaliśmy trzema samochodami, a reszta drużyny i kibice mieli dojechać na miejsce startu do Tauron Areny indywidualnie. Po przybyciu na miejsce i przebraniu się w koszulki ROZBIEGANYCH DOBCZYC były wspólne foty przed startem. Ja niestety przegapiłem to wydarzenie, bo poszedłem do toalety i nie wróciłem na czas (ogromne kolejki do WC). Pakiety startowe mieliśmy już odebrane w piątek, dzięki zaradności Pawła, Mateusza i Radka. Nie musieliśmy tracić czasu na ich odbieranie. Godzina 11.00 się zbliżała i powoli szliśmy na miejsce startu. Wszyscy chyba w głowach zapamiętali jednak widok czekającej ich mety, która była najpiękniejszą metą w Polsce. Umieszczona wewnątrz hali „zapraszała” do efektownego przekroczenia jej…

Razem – raźniej

Bieg rozpocząłem w towarzystwie Iwonki i Jancia – reszta grupy zajęła miejsca z przodu stawki. Ruszyliśmy w tym tłumie krok za krokiem niemrawo do przodu, a po kilkunastu metrach dowiedziałem się od Jancia, że będzie mi towarzyszył w czasie całego biegu! Od razu lepiej się poczułem, wiedząc, że będę miał takiego opiekuna. Do 10 km biegła z nami Iwonka, a później ruszyła swoim tempem do przodu. Kilometry nam mijały, deszczyk przestał padać, tylko kałuże na ulicach Krakowa trzeba było omijać. Gdy wbiegliśmy na Rynek Główny powitały nas tłumy ludzi i głośny doping organizatorów tego wspaniałego biegu. Z upływem kilometrów ubywało mi sił i mój bieg zamieniał się czasami w trucht. Zacząłem odczuwać ból w stawach biodrowych (lata robią swoje)  i nogi już tak nie niosły jak na początku biegu.

Czułem się zwycięzcą!

Od osiemnastego kilometra zaczęła się walka z samym sobą. I tu wkroczył do akcji nasz nieoceniony motywator –  Jancio. Jego podpowiedzi i rady pomogły mi dotrzeć do mety w takim czasie, o jakim nawet nie marzyłem! Cały czas mam w głowie jego słowa: ,,Dasz radę. To jeszcze tylko tyle co jedna strefa (kółko do przebiegnięcia na naszej dobczyckiej strefie przemysłowej). Dasz radę! Musimy zejść poniżej 2:20!”. Na ostatniej prostej trochę przyspieszyliśmy widząc naszych kibiców z flagami i gorącym dopingiem. Jancio jeszcze 10 metrów przed metą dał mi naszą flagę RD, abym mógł z nią dzielnie przebiec linię mety i tym samym poczuć się zwycięzcą – bo tak się czuję!

Ten bieg był dla mnie czymś nieosiągalnym, dlatego uczucie, że go ukończyłem jest bezcenne.

Jancio – dzięki wielkie. Bez Ciebie nie wiem jakby się zakończył udział w tym biegu. Oczywiście dla reszty też wielkie podziękowania, za motywację, za wiarę we mnie, za głośny doping. Kibicom za to, że chciało się Wam przyjść w taką pogodę i marznąć w deszczu.

Miłe chwile z RD

Jeszcze parę słów o przyjemnych chwilach po biegu. Jak zwykle był czas na wspólne foty. Koronowaliśmy też naszą królową Anię i króla Pawła za zdobycie Korony Maratonów Polskich oraz zdobycie statuetki Triady (ukończenie Cracovia Maraton, Biegu Trzech Kopców i Półmaratonu Królewskiego). Kamil i Bartosz zostali  natomiast obdarowani tortami urodzinowymi (niespodziankowymi, bo do końca nic nie wiedzieli), które zostały pożarte w mgnieniu oka przez uczestników biesiady. Kamil – dzięki za super zdjęcia- jak zresztą zawsze, byłeś wszędzie! Dzięki Tobie mamy po biegach wspaniałe pamiątki, które dzięki Twoim zdjęciom są jak żywe!

P.S. Po skończonym biegu mówiłem, że to mój pierwszy i ostatni półmaraton, ale po ochłonięciu nie mówię NIE. Może z Wami jeszcze kiedyś przebiegnę ten wymagający dystans.

Jeszcze raz wszystkim wielkie dzięki – Rozbiegana drużyno z Dobczyc i okolic.


Janek Załęczny 60+

 

Aktualności

Zobacz więcej

167 uczestników pobiegło po czyste powietrze

08.07.2018

Biegiem po czyste powietrze

28.06.2018

Blog

Zobacz więcej

Wicemistrz w skarpetkach i puchar w przedszkolu

08.10.2018

6 października w bliskiej nam Wieliczce na Małopolskiej Arenie Lekkoatletycznej odbyły po raz pierwszy zawody pn. Run Salt Cup w ramach których przeprowadzono Puchar Polski Dzieci w biegach na dystansach od 60 m do 1 km oraz I Amatorskie Mistrzostwa Polski w biegu na 100 metrów. Nie mogło zabraknąć rodziny Rozbieganych i to w dosłownym znaczeniu!

Czytaj dalej

Berlińskie trzy marzenia

23.09.2018

Jedno marzenie spełnione. Start w jednym z sześciu najważniejszych, największych maratonów świata. Cudowne przeżycie, które pozostanie we mnie na zawsze. 44 tysiące biegaczy z całego świata, większość z nich to szczęśliwie wylosowani. I ja wśród nich. Drugie marzenie musi poczekać, mimo ogromnej pracy jaką włożyłem w przygotowanie. A trzecie marzenie się pojawiło. Wierzę, że wszystko dzieje się nie bez przyczyny. To mój wpis nie tylko o bieganiu…

Czytaj dalej

50

osób w RD

Czwartek

dniem wspólnych biegów

5 Koron

maratonów

4

zorganizowane wydarzenia