Prawdziwie zimowy Bieg Wielkich Serc

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra już od 25 lat.Przez ten czas zbiera pieniądze dla tych, którzy najbardziej ich potrzebują. W tym roku zbiórka odbywała się na rzecz dzieci i seniorów. Świątecznej orkiestrze pomaga chyba cała Polska – wojsko, gwiazdy, pisarze, youtuberzy, piosenkarze, aktorzy no i my… BIEGACZE.
Już od 5 lat w Krakowie odbywa się Bieg Wielkich Serc i to właśnie o nim będzie ta relacja. Jako, że cała ta impreza składała się  z dwóch biegów dla dorosłych na 5 i 10 km oraz z biegu dla dzieci przedstawiamy trzy relacje naszych reprezentantów startujących w poszczególnych  biegach.

BIEG NA DYSTANSIE 10 KM – Debiut w  ROZBIEGANYCH

Około siódmej rano obudziłem się w mieszanym nastroju – z jednej strony 15 stycznia odbywa się 25 Finał WOŚP czyli impreza, w której każdego roku staram się uczestniczyć, a drugiej zdaję sobie sprawę, że nie do końca czuję się zdrowy. Od kilku dni ciągnie się za mną jakaś infekcja i pomimo zabiegów i starań nie chce odpuścić – należałoby chyba już tylko wezwać egzorcystę lub szamana, ale jakoś żadnego pod ręką nie ma… Więc cóż… nie to nie .  Przy śniadaniu nadrobiłem braki z podstawowej wiedzy – czyli dokładnej lokalizacji dzisiejszej imprezy , na co nie zwracałem uwagi, opłacając start. Jest dobrze… pomyślałem – rodzina pójdzie na zakupy, a ja dołożę swoją cegiełkę dla potrzebujących  dzieciaków w aktywny sposób ;).  Zapowiada się wspaniale, pomyślałem popijając gorącą herbatę i w tym momencie ….. podniosłem roletę…..  To nic i tak będzie dobrze.

Nie myliłem się.  Kraków jak zwykle powitał nas odpowiednią atmosferą i nie mam tu na myśli smogu. Setki uśmiechniętych biegaczy w kolorowych strojach  zawsze wygląda osobliwie w warunkach  zimowych i tak było także tym razem. Pomimo nienajlepszej dla biegaczy pogody ponad trzysta osób stanęło na starcie 10-cio kilometrowej trasy  prowadzącej  od okolic Galerii Kazimierz do zamku w którym mieszkali królowie, wiec jak to w Krakowie – prawdziwa bajka.

Odliczania nie słyszałem, ponieważ tradycyjnie dźwięki w moich słuchawkach skutecznie oddzieliły mnie od otoczenia – dobrze że nie ustawiłem się w pierwszym rzędzie;).  Pierwsze kilometry biegło mi się bardzo przyjemnie i nawet nie przeszkadzał mi dość mocny i trzeba przyznać, że naprawdę zimny wiatr wiejący prosto w nas. No cóż –  trasa w głównej mierze przebiega wzdłuż królowej polskich rzek wiec należało się tego spodziewać.  W  kilku miejscach, szczególnie na nawierzchni brukowanej musiałem  bardziej uważać ponieważ padający śnieg zrobił swoje i bywało naprawdę ślisko.  Chwila  zwiedzania Starego Miasta  i  znowu biegliśmy nad Wisłą.  Wiatr  stał się mniej dokuczliwy, ponieważ  w końcu wiał w plecy. Minąłem ósmy kilometr, dziewiąty i w oddali zarysowała się charakterystyczna sylwetka mostu Kotlarskiego  – meta. Zarysowała się , ale jakoś się nie zbliżała – może to jakaś zimowa odmiana fatamorgany? Jednak nie! Żółta flaga Rozbieganych i głośny doping zmobilizował moje nogi do ostatniego wysiłku  – finisz!

Ogólnie uważam  debiut w żółtej koszulce za bardzo udany.  Życiówki nie ma ale jest wyjątkowy medal w kształcie serca i przeczucie że z Rozbieganymi jeszcze wiele ciekawych chwil przede mną ;). Dziękuję za ciepłe przyjęcie do grupy!!!

Paweł Kniaziowski

 

BIEG NA DYSTANSIE 5 KM, czyli „DAWAJ KAROL!”

Był to mój drugi bieg ( wcześniej startowałem w Krakowskim Biegu Sylwestrowym -relacja z niego tutaj), mimo tego, stresowałem się.

Godzina 7:00. Głupi budzik dzwoni, a ja zaspany w przebłysku geniuszu uświadomiłem sobie, że jest niedziela. Budzik zadzwonił przypadkiem, więc mogę spać dalej. Godzina 7:25 „ORANYBOSKIEPRZEICEŻDZISIAJJESTBIEG!”. Wyskoczyłem z łóżka i zacząłem szybko się ubierać. Śniadanie, wcisnąłem w siebie w biegu (hehehe) i już czekałem na Magdę na mostku. Umówiłem się z nią na godzinę 8:00, a o godzinie 8:25 wreszcie się pojawiła. Po podjeździe pod jej dom i szybkich roszadach wyszło na to, że jadę z Wiolą. Moi towarzysze podróży sprawili, że droga minęła mi bardzo szybko, a podgrzewane fotele dodały mi komfortu. Po przyjeździe na miejsce trochę nie wiedziałem co się dzieje. Lekki stres, dużo ludzi i niewyspanie sprawiło, że czułem się dziwnie. Pełną świadomość odzyskałem na starcie. 5, 4, 3, 2, 1 i START. Zacząłem powoli, bardzo powoli. Po chwili poczułem dziwną energię i przyśpieszyłem, wyminąłem nasze rozbiegane dziewczyny i wskoczyłem w swoje tempo. Biegło mi się bardzo lekko, więc pomyślałem, że nagram „snapa”. Zobaczyłem jakieś powiadomienie i przez następne 1,5 km biegłem z nosem w telefonie, mało mądrze , bo przy mojej ciapowatości łatwo o wywrotkę. Przed dalszą zabawą smartfonem uratował mnie śnieg, który zaczął intensywnie padać.

Chwilę później dogoniły mnie dziewczyny z grupy i biegliśmy razem prawie do końca. 30-40 metrów przed metą zobaczyłem Pawła. W sumie to trudno NIE zauważyć dwumetrowego brodacza z flagą! Usłyszałem „DAWAJ KAROL!” i znowu poczułem tą dziwną energię kosmosu. Co sił w nogach i płucach, z flagą Rozbieganych (nawet nie wiem jak znalazła się w moich rękach) pobiegłem na metę. W środku czułem się jak „kodżiras”, ale wiem, że z zewnątrz musiało to wyglądać bardzo nieporadnie. Ważne jest to, że dobiegłem, odebrałem medal i wróciłem do domu. Szybki prysznic , przebranie i do Rynku, bo tam czekała na mnie moja puszka i identyfikator wolontariusza WOŚP.

Karol Pudlik

 

I NA KONIEC BIEG DZIECI – „Wyprzedziłem mamę”

Nasz Kubuś wraz z kolegami reprezentował grupę w biegu dla dzieci. Również najmłodsi chcieli podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat.

,,Było super! Na początku nie chciałem biec, bo 100 metrów wydawało mi się bardzo mało. Na szczęście rodzice pozwolili mi wystartować razem z nimi i dzięki temu najpierw pokonałem 5 kilometrów. Udało mi się nawet wyprzedzić mamę! Postanowiłem wystartować też na dystansie dla dzieci, ale nie liczyłem, że uda mi się coś wygrać, bo już mnie trochę nogi bolały. I chociaż chłopców w mojej grupie było wielu, to ja na metę przybiegłem trzeci! Jak wchodziłem na podium to byłem z siebie bardzo dumny i szczęśliwy, że wszyscy biją brawo, a Rozbiegani mi kibicują! W biegach biegł też Krzysiu i Natalka, ale im niestety nie udało się nic wygrać. Mama mi tłumaczyła, że to nieważne, bo dzięki temu, że pobiegliśmy, to może gdzieś jakieś dziecko wyzdrowieje! Fajnie, że mogłem pobiec! Chciałbym tak częściej biegać z naszą grupą Rozbieganych”
Kubuś Wojtan

 

 

 

zdjęcia:

https://www.facebook.com/richiekrkfoto/

https://www.facebook.com/fot.agnieszka/

Aktualności

Zobacz więcej

167 uczestników pobiegło po czyste powietrze

08.07.2018

Biegiem po czyste powietrze

28.06.2018

Blog

Zobacz więcej

Wicemistrz w skarpetkach i puchar w przedszkolu

08.10.2018

6 października w bliskiej nam Wieliczce na Małopolskiej Arenie Lekkoatletycznej odbyły po raz pierwszy zawody pn. Run Salt Cup w ramach których przeprowadzono Puchar Polski Dzieci w biegach na dystansach od 60 m do 1 km oraz I Amatorskie Mistrzostwa Polski w biegu na 100 metrów. Nie mogło zabraknąć rodziny Rozbieganych i to w dosłownym znaczeniu!

Czytaj dalej

Berlińskie trzy marzenia

23.09.2018

Jedno marzenie spełnione. Start w jednym z sześciu najważniejszych, największych maratonów świata. Cudowne przeżycie, które pozostanie we mnie na zawsze. 44 tysiące biegaczy z całego świata, większość z nich to szczęśliwie wylosowani. I ja wśród nich. Drugie marzenie musi poczekać, mimo ogromnej pracy jaką włożyłem w przygotowanie. A trzecie marzenie się pojawiło. Wierzę, że wszystko dzieje się nie bez przyczyny. To mój wpis nie tylko o bieganiu…

Czytaj dalej

50

osób w RD

Czwartek

dniem wspólnych biegów

5 Koron

maratonów

4

zorganizowane wydarzenia